w białym pokoju o czarnych ścianach
siedzi leżąc na stojąco sobie człowieczek
dłubie coś w kącie pokoju
siedzi ubrany w zdjętą piżamę
leży ubrany w garnitur
ssie palce jak dziecko stare
rzuca spojrzenia na drewniane pale
liże wargi białe jak trawa
hula po sali wielkiej jak klatka
siedzi na boso w trepach do tańca
z obcasem na płaskiej podeszwie
fruwają nad nim ptaszki czerwone
zielone
białe
kolorowe
łapie je w siatkę
sprzedaje je ścianie
ta wszystko bierze
ta nigdy nie kłamie
ona dobrą ścianą jest
rozumie go i nigdy mu nie przerywa
nie sączy się w żalu że takie to dziwne
Tiry też tu jeżdżą zielone
jak księżyc czy słońce
ten człowiek tańczy w deszczu
w deszczu spadających tarcz
greckich Rzymian z Egiptu
odwiedza go czasem stara ekipa
Hitler, Cezar i Mendelejew
siedzą i przezroczyste bułki jedzą
wieszają ściereczki
liżą karteczki
wieszają wakacyjne lampeczki
i szyją nićmi granatowe truskaweczki
Ten ktoś
Ten gość
Ta kreatura
Ta postura
Siedzi sobie spokojnie i patrzy
w pokoju róg...
Martwić musi taki widok
Lekarza oddziałowego
Który swe życie poświęca
Dla psychicznie chorego...