Wieczoru falami, poranka maźnięciami,
w letniej żaluzji podmuchu, w rzęstym prysznicu z kłębi
W samotni szeluściści, w tłumach głębi
Poszukuje,
poszukuje
poszukuje...
Poszukuje światła cieni...poszukuje tej nadziei!
Poszukuje w swej pamięci...róży wspomnień i ciepła promieni
Lecz cóżem znalazł?
Potworną dziurę i winy miecz...
Co robić?
Usiąść i rozmazać się?
Uciec jak najdalej w stronę światła
by nie czuć swądu wypalonej dziury?
Nie...
Wezmę z czasem miecz
Ciosać zacznę mocą stanowienia
Zasypie tą otchłań gruzem
I cóż żesz nieraz zranię swe oblicze dotkliwie?
To nic
Rade dam...
bo jeszcze raz chce ujrzeć
Promienny uśmiech...
Twe światło nadziei...