niedziela, 30 października 2011

Oczy pękają...

W kamiennej przestrzeni pustej jak dzwon
Kamiennej kamienicy szarej jak mysz samotna
W opuszczonej dzielnicy jak człowiek wykpiony
Pali się światło

Ciemne mieszkanie to jest
Czarne jak bez
Lecz tylko w jednym
Pokoju czarnym pali się na wzór światła

Deszcz pada mocno i długo
Ja podążam tam
Gdzie światło jest mocne
Gdzie jest ktoś

Przekraczam próg czarny z kamienia
Przekraczam jak piekieł wrota
Z chłodną ciekawością
Lub skupieniem lękliwym

Spoglądam w swoje odbicie
To lustro w czarnej ramie
Spoglądam na mroczną postać
Płaszcz chroni tożsamość

Mętne światło
Nikłe tutaj, z okolicy jak latarnia
Oświetla postać na krześle przed lustrem siedzi wpatrzona
W odmęty lustra jak urzeczona

Podchodzę ostrożnie
Ale ów ktoś nie czyni miecza wobec mnie
Jak blisko potrzeba
Zastaje za jego płaszcza plecami


Ściągam mu kaptur by oblicze ujrzeć
Widzę młodzieńca pięknego
Przystojni pełnego
Artyzmu jak z rzeźby nabytego

Wtem jego oczy pękają
A twarz blednie niczym u trupa
A włosy wypadają jak igły sosnowe
I pochyla twarz sączoną jadem

Jad płynie po twarzy starca
Jak łzy po twarzy dziecka
Spoglądam w lustra odbicie
Widzę skazańca

Nie zostawiaj po sobie czarnego morza zemsty
I płonących chmur nienawiści
Bo życie w takim stanie
przedwcześnie Cie zniszczy”
Tak powiedział...

piątek, 14 października 2011

Cienka Czerwona Linia

Pośród mrocznego pokoju
W głębi mrocznego holu
Przez korytarz jak tunel długi
Płynie czerwona linia

Wśród wrzasków potworów
Piekielnych soborów
Ciemności rytuałów
Płynie cienka czerwona lina

Wzdłuż czarnego stołu
W poprzek czarnej ściany
W świetle bladego Księżyca
Płynie cienka, od krwi czerwona linia

Kroczę jej śladem
Krwistą smugą
Podążam przed siebie
Pokonuje stopnie kolejne

Wtem ślad skręca
Spod drzwi się przelewa
Spoglądam na drzwi
Czy mi się to śni?

Otwieram wrota ciężkie
Spoglądam na pomieszczenia szczegóły
Dech zapiera widok
To wszelkie łamie reguły

Przed oczyma mymi
Ukazuje się audytorium mroczne
I postać pośrodku
Bez twarzy


Podchodzę powoli
W światła krąg
Spoglądam za tropem
Cienkiej czerwonej linii

O to postać mroczna
Okryta od stóp do głów materiałem
czarniejszym niż noc
I tylko oczy czerwone
spoglądają beznamiętnie w moje

Ów postać
W lewej ręce kielich, z którego początek bierze
cienka linia czerwona
W prawej zaś dłoni, dzierży płonącą kulę

Zaś twarz tego stwora
Znajoma się wydaje
Spoglądam w lustro na ścianie
To moja!

Sobowtór mój
Zatrzymuje wzrok na mnie
czerwonymi ślepiami
I powoli rzecze:

Uważnie mnie posłuchaj
Bo raz tylko mówię
To Ziemi jest obraz
Płonącej od gniewu ludzkiego
Zawiści
Nienawiści
A to kielich krwi przelanej
Krwi tych
Co giną
Krwi tych
Co żyją
Krwi tych
Co cierpią”

Patrzę przerażony
Na zła artefakty
Podnoszę mój wzrok
I widzę smutną twarz moją
Oraną płaczu 
krwistymi cienkimi liniami...