W kamiennej przestrzeni pustej jak dzwon
Kamiennej kamienicy szarej jak mysz samotna
W opuszczonej dzielnicy jak człowiek wykpiony
Pali się światło
Ciemne mieszkanie to jest
Czarne jak bez
Lecz tylko w jednym
Pokoju czarnym pali się na wzór światła
Deszcz pada mocno i długo
Ja podążam tam
Gdzie światło jest mocne
Gdzie jest ktoś
Przekraczam próg czarny z kamienia
Przekraczam jak piekieł wrota
Z chłodną ciekawością
Lub skupieniem lękliwym
Spoglądam w swoje odbicie
To lustro w czarnej ramie
Spoglądam na mroczną postać
Płaszcz chroni tożsamość
Mętne światło
Nikłe tutaj, z okolicy jak latarnia
Oświetla postać na krześle przed lustrem siedzi wpatrzona
W odmęty lustra jak urzeczona
Podchodzę ostrożnie
Ale ów ktoś nie czyni miecza wobec mnie
Jak blisko potrzeba
Zastaje za jego płaszcza plecami
Ściągam mu kaptur by oblicze ujrzeć
Widzę młodzieńca pięknego
Przystojni pełnego
Artyzmu jak z rzeźby nabytego
Wtem jego oczy pękają
A twarz blednie niczym u trupa
A włosy wypadają jak igły sosnowe
I pochyla twarz sączoną jadem
Jad płynie po twarzy starca
Jak łzy po twarzy dziecka
Spoglądam w lustra odbicie
Widzę skazańca
„Nie zostawiaj po sobie czarnego morza zemsty
I płonących chmur nienawiści
Bo życie w takim stanie
przedwcześnie Cie zniszczy”
przedwcześnie Cie zniszczy”
Tak powiedział...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz