Pośród mrocznego pokoju
W głębi mrocznego holu
Przez korytarz jak tunel długi
Płynie czerwona linia
Wśród wrzasków potworów
Piekielnych soborów
Ciemności rytuałów
Płynie cienka czerwona lina
Wzdłuż czarnego stołu
W poprzek czarnej ściany
W świetle bladego Księżyca
Płynie cienka, od krwi czerwona linia
Kroczę jej śladem
Krwistą smugą
Podążam przed siebie
Pokonuje stopnie kolejne
Wtem ślad skręca
Spod drzwi się przelewa
Spoglądam na drzwi
Czy mi się to śni?
Otwieram wrota ciężkie
Spoglądam na pomieszczenia szczegóły
Dech zapiera widok
To wszelkie łamie reguły
Przed oczyma mymi
Ukazuje się audytorium mroczne
I postać pośrodku
Bez twarzy
Podchodzę powoli
W światła krąg
Spoglądam za tropem
Cienkiej czerwonej linii
O to postać mroczna
Okryta od stóp do głów materiałem
czarniejszym niż noc
I tylko oczy czerwone
spoglądają beznamiętnie w moje
Ów postać
W lewej ręce kielich, z którego początek bierze
cienka linia czerwona
W prawej zaś dłoni, dzierży płonącą kulę
Zaś twarz tego stwora
Znajoma się wydaje
Spoglądam w lustro na ścianie
To moja!
Sobowtór mój
Zatrzymuje wzrok na mnie
czerwonymi ślepiami
I powoli rzecze:
„Uważnie mnie posłuchaj
Bo raz tylko mówię
To Ziemi jest obraz
Płonącej od gniewu ludzkiego
Zawiści
Nienawiści
A to kielich krwi przelanej
Krwi tych
Co giną
Krwi tych
Co żyją
Krwi tych
Co cierpią”
Patrzę przerażony
Na zła artefakty
Podnoszę mój wzrok
I widzę smutną twarz moją
Oraną płaczu
krwistymi cienkimi liniami...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz