poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Alfabet

Armia Arabus Antarktyda
Ktoś dziś bóle wciąż przeżywa

Beczka Belka Baranina
Wódka dobra która trzyma

Cholesterol Czołgi Cela
Nie ma przy mnie przyjaciela

Drewno Droga Dramaturgia
Nie ma to jak mała kłótnia

Eko Ekol Erotyka
Skoki na bok – to miłosna polityka

Farsa Frajer Ferajna
Bagatela! Dołóż mu tam trochę łajna!

Groźba Groby Granatniki
Grubi, brzydcy i ułomni... to margines
w świecie szkolnym

Hasło Hymny Halabarda
O slang gadka jest oparta

IRA Iran Iguana
Młodzież nie zna Tolka Banana

Jagnie Jarać Jeruzalem
Marudzenie nazwiesz żalem

Kolec Klata Kaloryfer
Od słabego forsę zapożyczę

Louis Lalka Lotaryngia
Po co komu to wyliczam?

Młody Makro Motorynka
Tego wiesza połowinka

Nara Narwik Negocjacje
Wyładować chcę frustracje

Odpust Orka Okolice
Podnieś panno smutne lice

Para Piksel Paradować
Dawaj kasę zamiast protestować

Rusza Raban Rozliczenie
Nie ma czasu na zębów suszenie

Stykam Siła Salutować
Ja swych myśli nie myślę chować

Tamiza Tutaj Tam
Teraz czytaj – jeśliś nie jest zwykły cham

Ural Uraz Ukraina
Toś że głupi to nie twoja wina

Wykaz Walka Wieczorynka
To mentalności ludzkiej winka

X X X
To życia twój prefiks

Y Y Y
Tak właśnie robisz ty

Bo...  

Zazdrość Zdrada Zakłamanie
Wyjdź do ludzi
A na pewno
Coś przykrego
Już nie długo
Ci się stanie!

czwartek, 14 kwietnia 2011

Fotografie

Przeglądam fotografie stare:
czarne
białe
brązowe
kolorowe
prześwietlone
wykrzywione
śmieszne
dumne
smutne
i wesołe

I tak myśleniu się poddaje
Czy wszystko co wtedy było - prawdą pozostaje

Czy życie co zamarło w ramach papieru
Nie jest tylko sztucznym pomysłem
Stworzonym bez celu...

niedziela, 10 kwietnia 2011

Nie czarny dziś wiersz (wiersz z serii "Nieczarne wiersze")

Pisze do ciebie

Raz pierwej

Muzo Miłości

Co do pory tej

Omijałaś mnie



Długo trwłem i trwam

W samotnosci tej

Nie wiem co począć już

Co zacząć co skończyć

Co ruszyć,

Z czym stanąć



Nie widze już dna

Ciemności mej

Z poezji mej czarnej

No śmiej się, losie, śmiej!



Miłości mi brak!

Potrzeba mi uczucia głębi

Potrzeba mi jej



Jestem tak samo jak byłem zawsze

Samotny i nie zrozumiany



Słysze ponure głosy:

Zrób coś z tym

Zmień się

Nie możesz tkwić

W przeszłości

Głebokiej otchłani



Dziękuję,

Poszukam gdzie indziej

Rad nieco mądrzejszych

Od tych…



Utworem tym wyrażam swój żal głęboki

Oddaje upust emocjom głębokim

I próbuje zgasić żar bólów głębokich



Może i jestem

Słabeusz na słabeusze

Może i zarozumiałym

Pysznym

Wulgarnym

Nie miłym i chamskim

Ale to nie mój charakter

To natura sprawia mi katusze



„Co to jest? Co to za słowa?

O czymże ty pleciesz? Co to za mowa?”



To chyba brak miłości

To zazdrość

Brak ciepłego słowa

Sprawiają że

Ja taki przykry

Staję się



Przepraszam was wszystkich

Za to co zrobiłem

Za to co rzekłem

Że narzekałem i marudziłem



Nie mogę już wytrzymać tego Muzo Miłości!

Błagam Cię pomóż mi w mej boleści! 

Błagam!

Proszę…

Na kolanach…

I na podłodze…



Daj mi miłości czas 

Choć ten jeden raz...

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Z dedykacją dla ludzkości

Jest taki jeden dzień w roku
Dziwny dosyć
Genesis twój

Dostajesz to co chciałeś mieć
Nikt nie wspomni jak drogie to mogło być
Bo jesteś królem tego dnia

Zaspokoiwszy swoje czułe potrzeby
Wesół jesteś
Ze inni u stóp ci leżą

Czujesz że możesz wszystko
I robisz wszystko
bo kto ci zabroni?

Czujesz że jesteś na szczycie
Na szczycie góry
Góry swojej wartości

Czujesz się bezkarnie
Ranisz bezkarnie
A wszyscy się uśmiechają
W bólu...

Dzisiaj jesteś tylko TY
Dzisiaj jesteś KIMŚ
Dla twojego DZISIAJ zatrzymał się świat
Swym nieokiełznanym
marzeniom i pragnieniom
honorowe miejsce w sercu znajdujesz

W tym radosnym uniesieniu
Limit twych kaprysów
Się nie wyczerpuje

Każdy dziś:
Prawi ci słowa SŁODSZE niż świeży miód
By za chwilę zachłysnąć się ich SŁODYCZĄ

Życzenia składa NAJSERDECZNIEJSZE
By za chwilę zielenieć na twarzy
od ich SERDECZNOŚCI

Obdarowuje prezentami najpiękniejszymi
By za chwilę zniknąć
I nad środków stanem łkać

Dzisiaj zdobędziesz cały świat!
Dzisiaj jesteś władcą
I królem życia

Tylko jutro to stracisz
Bo wszyscy zapomną o tobie znów
Bezpowrotnie...

Wiersz współautorstwa Dariusza Szyroczyńskiego i Ani Wrzosek

Morze Samotności

Dryfuje przez bezkresu morza fale
widzę prześliczne jeszcze dno i korale
Lecz piękne tło zasłania mi już
kamienna mgła.

Wpływam głębiej, pod podmuchami
duszącego zła, znajduje podwodne miasto.

Betonowa moc,
staje naprzeciw mej wrażliwości duszy
Rozdyma sztuczny tłok i wszystko suszy.

Lecz szare zamczysko nie puste zastaję
bo larwy, jak tasiemca w ciele,
tak tu kłębią się wściekle.

Przechadzam się, szukam, biegnę, wołam,
za człowieka odznakiem
I cóżem znajduję? Larwy...

Przysiadłem na kamienia obliczu,
marząc by przybył ktoś,
kto czadem betonowej powłoki,
nie zachłysnął się jeszcze

Ja płaczę przyjaciele,
obustronnie płaczę – ze i we – bo nie ma tu,
bo nie ma tam, bo nie ma w tym pustym świecie
człowieka...

Budziwszy się ze snu marnego,
do okiennic biegnę,
z radością na twarzy,
biegnę co sił w stopach... i rzucam się w boleści płaczu
bo za oknem...tło betonowej rozpaczy

Zimno mi w tym świecie....

Zimno się ludzie witają
Zimne pozdrowienia, sobie przesyłają
Na zimnym podłożu złości, kwiaty hodują
Przy zimnie złość, jak w omaku,
taśmowo produkują.

Zimnący oddech, jak kosmiczna para
Z zimnących ust, złe słowo pada
Zimnymi kłamstwami
się w kącie domu głodzimy
Z zimnym wiatrem nieuchronnie,
w zapomnienie wszyscy przechodzimy.

Zmarznięty już jestem,
zamarłem w ruchu
Lód serce przekłuwa,
bo ciepłego powietrza,
już nie czuje podmuchu.

A ktoś mi rzecze: „Co ten głupiec plecie?”
A ja tylko odpowiadam: „Zimno mi w tym świecie...”

Spotkanie

Spotkałem dziś pana, w płaszczu czarnym
Nie wiedziałem, na co mu ta kosa była
Chudy był, jak trup na etosie cmentarnym
Lecz jego słowa, mroczna moc sprawiła
Umarłem...

W negatywie

Świat jest piękny, a zła aura jest na co dzień
Szerzy się miłość, lecz fałszywa
Jest dookoła życiodajna natura, która nie godna jest człowieka
Wolność daje nam rozum i nie poddajemy się jej

Wkroczmy razem, butem ciężkim
Dajmy życie, dla chorób i pasożytów
Niech powieje zew natury, ostatni raz
I na kolanach, odbierzmy złą moc
Podnieśmy nasze zwierzęta do świetlistej tarczy Słońca, zabiwszy je wrzućmy na stos!

W obiektywie

Świat jest piękny, 
Szerzy się miłość,
Jest dookoła życiodajna natura,
Wolność daje nam rozum

Wkroczmy razem,
Dajmy życie,
Niech powieje zew natury,
I na kolanach,
Podnieśmy nasze zwierzęta do świetlistej tarczy Słońca.

A zła aura jest na co dzień
Lecz fałszywa
Która nie godna jest człowieka
I nie poddajemy się jej

Butem ciężkim
Dla chorób i pasożytów
Ostatni raz
Odbierzmy złą moc
Zabiwszy je wrzućmy na stos!

Osobiste wyznania ateizmu wyznawcy (wiersz z serii "Filozofia w poezji")

Kroczę poprzez życia dywan
Zapomniany jak film z przed lat
Siła moja tkwi w krwi
Płynącej żyłami jak rzeka życia

Edeński Raj
Uliczka ślepa
W stronę nieznanego
Ja temu nie podlegam
Nie dam wiary złudzeniom

Moja siła to ja
To mój rozum
Moja wola
Nie czyjeś wymysły

Kroczę poprzez życia wiatr
Podmuch ognia złudzeń
Nie zmiecie mnie
Nie poddam się

Kłamstwo, złudzenie - Szatan
Dobroć, miłość - Bóg
Pieniądze, władza - człowiek
To bzdura!

Jestem silny
Nie fizycznie
Nie moc Heraklesa
Mi jest pisana

To moc
Odparcia złudzeń
I obłudy
Moc walki z niepotrzebną
Potrzebą wiary w coś

Kroczę poprzez miasto, ubrudzone nocą
Samotność mi nie straszna
Kolorowe światła się uśmiechają
To głupoty zachęcają

Odmawiam!
Jestem tu i teraz
Na zawsze
Bez Boga dobroci
I bez Szatana złości
Jestem po prostu sobą...

Dzwony już biją...

Czarne noce
Jasne dni
Co dzień jest tak samo
Ciemny kosmos
Błękitna atmosfera
Nic od lat się nie zmienia
I tak jak życie płaczem się zaczyna
Tak i kończy bólem nagle

Patrz tam
Dzwony Śmierci
Wzywają cię
Gongowym żelaza sygnałem
I zeszkieleciała Śmierć
Zaprasza cię
W kresu życia bramy ciemne
Bladą ręką drzwi otwiera
Do śmierci i zniknięcia

Wkrocz z nami
W mroczne zakręty
Poznaj tajemne ścieżki Kostuchy
Którymi co dzień i co noc
Braci i siostry twe
Przeprowadza na koniec
Tej długiej drogi

Królestwo za drogą jest mroczne
Nieważne jaki w życiu byłeś
Zły, okrutny, przebiegły czy fałszywy
Dobry, miły, szlachetny czy odważny
Biały, czarny, żółty czy brązowy
Bogaty czy biedny
Brzydki czy piękny
Tam równość panuje
Każdy jest tak samo bezwartościowy
Wobec bezlitosnej siły Śmierci

Królestwo wszystkich ludzi i stworzeń
Wszystkich roślin i niebieskich ciał
Tam król jest jeden jedyny:
Wieczny Sen
W drewnianym pudle...

Miłość krzywdzi (wiersze na zamówienie)

Czekałem na Ciebie
Pisałem do Ciebie
Patrzyłem na Ciebie
Poprzez pryzmat twych zdjęć

Myślałem o Tobie
Marzyłem o Tobie
Chciałem być z Tobą
Ale ty mnie nie chciałaś

Kochałem Cię
Wielbiłem Cię
Byłem gotów się poświęcić
Ale Ty dla mnie nie

Zraniłaś mnie
Umyślnie czy nie
Celowo czy nie
Zrobiłaś to

Płacze przepełniony bólem
Zmagam się z Twoim kłamstwem
Walczę ze sobą by w to nie wierzyć
A jednak Ty nie przeczysz temu

Zniszczyłaś piękno naszego świata
Zraniłaś uczucia me na linii wszelkiej
Jak mogłaś mi to zrobić
Pozostaje mi tylko jedno ci przekazać

Nie kocham Cię...

W lustrze tajemnic

Lustro co tajemne moce skrywasz
Odpuść sobie milczenie swe
Oddaj mi tajemnice twe
Nie milcz, błagam cię

Grobowiec kurzem już pokrył się
A ja tu tylko śpię
I modlę się
Byś pomogło mi lustro moje

Wyzwól magię przepotężną
Zniszcz zmartwienia me
Pokaż mi prawdę
Daj mi spokój i życie

Bo ja ślepy byłem
Za skarbem goniłem
Bo szczęśliwy być chciałem
Bo bogactw moc ujrzeć pragnąłem

Młodość i ochota
Żadna piękna cnota
Bo to tylko głupota
Tak marnie zniszczyć życie swe

I cóż że znalazłem cię Lustro me
Skoro ty milczysz
Stoisz niewzruszone
Bez serca przypominając mi błędy me...

Oda do wampira (wiersz z serii "Ody")

Ciemnymi krocząc wiekami

nostalgia po twarzy spływa



Czarna siła w sercu

kły czarne zatyka



Krew wypija jak sok

by siłę mieć

by przez życie iść

by móc istnieć



Ciemnymi krocząc samotnie wiekami

jak pasożyt na skażonej ziemi



Czerwony płyn w ustach

kły czerwone nawilża



Śmierć szerzy, jak ogień wiatr

by rozkosz mieć

by przez życie iść

by w samotności sobie ulżyć...



Ciemnymi od krwi samotnie krocząc wiekami

płacząc nad marnym swym losem



Czarna moc nieśmiertelności

i magia krwi mroczna

pociechy już sprawiać nie chcą,

wobec nie przemijania zmartwień



By móc się w czasie cofnąć

I mieczem naiwną rękę odrąbać

co w wiekach minionych

cyrograf z Szatanem

śmiała podpisać...

Pytania, odpowiedzi i refleksje

Jak brzmi hałas?
Hałas jest ciemnością
ciemność jest próżnią
próżnia jest przestrzenią
gdzie koniec nie ma początku...

Jak długo żyje czas?
Czy może 2 miliony lat?
Czy też w 3 milionach życie tkwi?
A może 10 milionów to liczba początku?
Kto wie kiedy to si zaczęło?
Pewnie nikt...

Czy światło kiedyś zgaśnie?
Czy będzie dzień, że wszystko co blask nadaje,
zamrze jak serce które co dzień krew połyka i oddaje?
Nie ma chyba śmiałka w świecie
Który by odpowiedzieć próbował
na to pytanie...

Czy ludzie będą kiedyś tylko złem lub dobrem się kierować?
Łatwiej na żywotność Słońca
Znaleźć tezę
Niż na szaleńcze tak pytanie
Twierdzące uzyskać zdanie...

Czy jest coś nad nami
Co dusz naszych strzeże
Jak skarbów w kolorach złotej tęczy?
Odpowiedź na to
Odnaleźć musisz sam
Znajdź bo każda teza tu błędna
Jeśli niewiara to twój brat...


Pytanie ostatnie
najtrudniejsze dam
bo pytać jest warto
a każdy niech odpowie sam

Co dalej być musi? Co człowiek zrobi?
Czy zatruje środowisko? Czy wojny wywoła światowe?
Czy obce cywilizacje zniszczą nam porządek?
Odpowiem ci tak:
Patrz w lustro swoje długo
I przyjrzyj się uważnie
Czy łotra widzisz w sobie, Szatana czy rycerza?
Bo ja tylko widzę zwykłego człowieka...

Nie ma już Samarytan

Byłem człowiekiem sukcesu
Miałem już wszystko
Pieniądze, kobiety, wręcz cały świat
Myślałem że jestem u szczytu...

Lecz dnia pewnego
Porwali mnie ludzie źli
Rzucili na drogę
Pełnej rozlanej mej krwi

I leżałem tak
Bez tchu
Łkając
Że życie mnie zrzuciło z tronu szczęścia...

Lecz gdy bez sił leżałem
Samochód dojrzałem
Jechał szybko
Ale chyba mnie zauważył

Zwolniwszy
Przez okno wyjrzał
"Pomocy!" wołałem
Lecz on uśmiechnął się tylko

Azazel w uśmiechu
brudne zęby wyszczerzył
Kopnąwszy mnie w goleń
Z rechotem odjechał

Umierałem
Samotnie na drodze
Płakałem
Wewnętrznie...


I dojrzałem pojazd znów
Pomyślałem "To już"
Na ile sił mi starczyło
Krzyknąłem "Ratujcie!"

Zatrzymawszy się
z limuzyny
wyjrzał
Belial

Szoferowi nakazał
z drogi mnie usunąć
Ten nie czekał
po chwili na kamieniach leżałem...

Najgorsze były godziny me
Czekałem aż Śmierć
Kościstą ręką
Wyrwie serce me

I trzeci już raz
usłyszałem opon hałas
Nie chciałem
By Abaddon mnie dopadł

Ostry pisk
Hamulca dźwięk
Drzwi trzask
Stóp pęd

I twarz zobaczyłem
Prostego chłopa
Na syna zawołał
By apteczkę doniósł

Uratowany byłem
Szczęście mnie już spotkało
Samarytanin
Uratował mnie od końca...
Pędziliśmy
Co sił do szpitala
Żelazny pojazd
Gnał jak na alarm

I gdy myślałem
Że męki koniec już bliski
Abaddon
pijanym samochodem zajechał mi drogę

I tak życie me
Na końcu nieszczęśliwe
Skończyło się
Najgorzej z opcji możliwych

Może i Samarytanin się znalazł
Ale los nie czekał
ani chwili
usunął go zaraz....