Ciemny głaz na drogę spadł,
piorun nocny niebo przeszył
a wiatr chmurę szybko ruszył
Gdzie okiem spojrzę tam widzę twarz
Tą twarz co niegdyś oko me cieszyła
a dziś o dreszcze mnie przyprawiła
Czarne jej oczy teraz, gdzie zieleń kiedyś była
Twarz jak mleko biała, perłowej zamiast
A symbole mroczne jej policzki pełnią
Włosy jak liany na wietrze, do ziemi długie
I zęby w rząd jak u rekina
A ciemność ciałem być się zdaje
Przypływa do mnie niczym sterowiec
Powoli, z uśmiechem złym
I milczy. Jak grobowiec.
Szarość ciemnieje, góry znikają
demonów wrzaski zewsząd się rozlegają
Ciemności krąg się zamyka.
Spojrzenie jej zimne
Przeraża mnie
Ona zna słabostki moje
W uśmiechu lekkim
piekielna jej twarz przed moją się objawia
i ustami czarnymi jak węgiel pocałunek mi zadaje
Ból!
Judaszowy pocałunek wypala mi wnętrze
A ona głosem ostrym jak miecz do uszu mi szepcze:
"Głupcze. Myślałeś że jestem ci pisana?
Żyj w bólu.
Bo wyobraźnia ci nie podpowiedziała"
I budzę się od potu mokry
Rozumiem kim widmo jest
I przed czym przestrzec chciała mnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz