poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Morze Samotności

Dryfuje przez bezkresu morza fale
widzę prześliczne jeszcze dno i korale
Lecz piękne tło zasłania mi już
kamienna mgła.

Wpływam głębiej, pod podmuchami
duszącego zła, znajduje podwodne miasto.

Betonowa moc,
staje naprzeciw mej wrażliwości duszy
Rozdyma sztuczny tłok i wszystko suszy.

Lecz szare zamczysko nie puste zastaję
bo larwy, jak tasiemca w ciele,
tak tu kłębią się wściekle.

Przechadzam się, szukam, biegnę, wołam,
za człowieka odznakiem
I cóżem znajduję? Larwy...

Przysiadłem na kamienia obliczu,
marząc by przybył ktoś,
kto czadem betonowej powłoki,
nie zachłysnął się jeszcze

Ja płaczę przyjaciele,
obustronnie płaczę – ze i we – bo nie ma tu,
bo nie ma tam, bo nie ma w tym pustym świecie
człowieka...

Budziwszy się ze snu marnego,
do okiennic biegnę,
z radością na twarzy,
biegnę co sił w stopach... i rzucam się w boleści płaczu
bo za oknem...tło betonowej rozpaczy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz